poniedziałek, 3 lipca 2017

Ratownictwo i pasja

Dzisiaj zapraszam Was na opowieść o Ratowniku medycznym. Zapraszają na swoją przygodę: Ania i Wojtek. Ratownik to dla mnie zawód z misją. A Wy co uważacie? Zapraszam na opowieść :)

rozwój zawodowy


Ania i Wojtek - jesteśmy ratowniczym buddy-teamem, zarówno w życiu prywatnym jak i zawodowym. Oboje jako ratownicy medyczni pełni pasji do tego co robimy wciąż rozwijamy swój warsztat pracy – doskonaląc się i stawiając coraz to wyższe poprzeczki. Bo każdy dzień pracy ratownika to potencjalna walka ze „złem tego świata”. Zawsze tam gdzie jest taka konieczność staramy się być o krok przed śmiercią i ją wyprzedzić… Czasem się to nawet udaje… I tym lekkim czarnym humorem pokrótce przedstawimy Pana i Panią Ratownika Medycznego.


Aby zostać ratownikiem medycznym należy ukończyć studia wyższe o kierunku ratownictwo medyczne. Bądź też mieć ukończoną Szkołę Policealną o danym kierunku (choć tych już nie ma w systemie edukacji). My jeszcze kilka lat temu kończyliśmy właśnie to drugie tj. 2-letnie studium zawodowe. Może dlatego, że szybsza droga do spełnienia marzenia, może dlatego że wtedy w okolicy nie było licencjatu z ratownictwa. A może właśnie dlatego iż w procesie edukacji na wspomnianych szkołach skupiano się głównie na praktycznych aspektach. A przecież ratowanie życia to wybitnie praktyczna działka. Teoria i cała wiedza medyczna to solidny i konieczny fundament, lecz trzeba mieć w sobie pewnego ducha, taką jakby iskrę do tego by działać. Działać szybko, zdecydowanie, w trudnych warunkach, często pod ogromną presją. To wszystko właśnie po to by dołożyć wszelkich starań by wygrać ten najważniejszy wyścig – ze śmiercią. Dochodzą do tego również predyspozycje psycho – fizyczne. Pewnego rodzaju sprawność fizyczna by ewakuować pacjentów albo wbiegać na czwarte piętro z pełnym sprzętem: plecak ratowniczy, torbę tlenową, kardiomonitor etc. Dodatkowo odporność na stres – ratownikowi w pracy towarzyszy pełen wachlarz emocji. Od skrajnie deprymujących podczas „utraty pacjenta”, poprzez obojętność gdy 3 raz w ciągu dnia trzeba jechać po tego samego pacjenta pod wpływem alkoholu (a tak właściwie nic mu nie jest, leży tylko i odpoczywa, a ludzie dzwonią zamiast podejść i zapytać co się stało). Stres, gdy spotykamy się z agresją pacjentów, ich roszczeniami bądź ich rodzin. Ale również te wyciskacze łez, gdy uda się kogoś uratować – rodzina jest wdzięczna. Zdarza się, że pacjent po pewnym czasie podziękuje, czy z uśmiechem mówi dzień dobry na ulicy. Szczęście, gdy jeśli nie uda się ciężarnej dowieźć do szpitala i trzeba odebrać poród w karetce – będąc pierwszym wujkiem/ciocią. Rozbawienie, gdy starsza schorowana pani wyznaje miłość , bo „przyjechał taki młody i przystojny”. Pociągają nas te skrajne emocje, sprawiają iż mamy poczucie pewnej przygody i chęci by dalej się rozwijać i doskonalić.

Z pracą bywa teraz różnie – niestety od kilku lat już kiepsko. Możemy pracować w stacjach pogotowia ratunkowego jeżdżąc w Zespołach Ratownictwa Medycznego. Kolejną opcją są Szpitalne Oddziały Ratunkowe (te gdzie trafiają pacjenci w stanie zagrożenia życia – z założenia, bo bywa różnie). Ostatnimi czasy, po nowelizacji Ustawy również oddziały szpitalne. Lecz na tych ostatnich ratownik znów nie do końca jest mile widziany. Zwłaszcza przez grupę zawodową pielęgniarek – tak jakby to była konkurencja i zabieranie pracy. A przecież wszyscy gramy do tej samej bramki. Swoistą „kawalerią” i czymś elitarnym jest Lotnicze Pogotowie Ratunkowego – gdzie dla ratowników również jest miejsce. Proces rekrutacji jest niezwykle trudny i złożony, lecz satysfakcja latania śmigłowcem do najcięższych i najciekawszych przypadków jest warta tego trudu. Rynek jest wysycony medykami. Ponadto ciągłe plany zmian, bądź też zmiany w Ustawie o Państwowym Ratownictwie Medycznym nie dają solidnej bazy do usadowienia zawodu ratownika w systemie służby zdrowia. Wiele jest niewiadomych co do najbliższej przyszłości ale z nadzieją patrzymy w przyszłość. Społeczeństwo nie ma świadomości na czym polega nasza praca, jak jest skonstruowana. Dla większości naszych pacjentów wciąż jesteśmy albo panem doktorem, albo sanitariuszem, który musi zanieść do karetki. Niemniej jednak wykonujemy swoją pracę bo większość z nas to pasjonaci…
Podczas toku edukacji uczymy się medycznych czynności ratunkowych, a także kiedy i jak je stosować. Również potem podczas rozlicznych kursów doskonalących poznajemy nowe techniki, nowinki techniczne czy po prostu najnowsze zmiany w naszym postępowaniu. Nawet ustawowo ratownik musi w przeciągu 5 lat tj. okresu edukacyjnego zdobyć określoną ilość punktów za kursy, szkolenia, sympozja i warsztaty. Dochodzi do tego znajomość anatomii, farmakologia i zestaw kilkudziesięciu leków, które wg ustawy ratownik samodzielnie może podać. Dodatkowym obowiązkiem, który jest niezwykle naturalny i ludzki jest wsparcie psychiczne poszkodowanego. Czasem to po prostu rozmowa, wysłuchanie kogoś, czasem wytłumaczenie na czym polega jednostka chorobowa. A czasem to dość złożona psychologia i dyplomacja. Bo jak przecież powiedzieć ojcowi, którego mamy na pokładzie, że w wypadku zginęła jego rodzina a on sam wymaga jedynie lekkiej hospitalizacji. Albo wczesna interwencja psychologiczna, gdy nie da się kogoś uratować, a rodzina jest tuż obok – emocje są wtedy ogromne i dość nieprzewidywalne. Nierzadko jest to duża presja i odpowiedzialność za słowa podczas takich sytuacji. Należy podchodzić do tego na chłodno i profesjonalnie by po prostu nie zwariować od natłoku emocji, myśli. Choć są też i takie sytuacje, które nosi się w sobie cały czas i każdy ratownik o takowych mógłby opowiedzieć. Patrząc natomiast na czysto techniczne aspekty pracy ratownika należy wspomnieć choćby o sprzątaniu miejsca pracy: karetki, sali reanimacyjnej. Czasem krew jest wszędzie, szybko koaguluje tworząc gęste skrzepy – te trzeba potem szorować bo to potencjalnie materiał zakaźny. Zdarzają się też fekalia, wymioty  i inne płyny z ciała ludzkiego – szerokie spektrum kolorów i zapachów J Po sprzątaniu i myciu czas na dezynfekcję by kolejny pacjent miał po prostu czysto i bez mikrobów poprzedniego gościa naszego warsztatu pracy.

Jednak w tym wszystkim poczucie misji zdaje się być najważniejsze, baa – jest to kluczowe. Poczucie misji sprawia, że ratownik medyczny chce więcej, poznaje więcej i działa tam gdzie inni by nie mogli. Jest to wpisane w pewien etos rycerski, a wewnętrzny prymat niesienia pomocy pcha nas wciąż do przodu mimo stresu, mimo niskich zarobków czy presji i odpowiedzialności za ludzkie życie jakie na nas ciąży. To poczucie przynależności do pewnej elitarnej grupy ludzi, którzy poradzą sobie bardziej, lepiej w nagłej i niespodziewanej sytuacji np biegunki, gorączki, czy krwawienia z nosa. Pozwoliliśmy sobie na sarkazm, lecz ogrom naszych pacjentów nie jest właśnie w stanie poradzić sobie z tak wydawać by się mogło błahymi dolegliwościami. Przede wszystkim przyjemnie jest uratować kogoś od bólu, wygrać wyścig ze śmiercią, bądź przywitać nowe życie. Czy choćby po czasie otrzymać za to podziękowanie od pacjenta, serce wtedy rośnie i powtarzamy sobie „kocham tę robotę”. Lecz zejdźmy teraz na ziemię, wrócę do poprzedniego sarkazmu – dodatkowym walorem naszej pracy jest możliwość kształcenia u innych właściwych postaw i reakcji tak by udzielić pomocy bliskim bądź osobom postronnym. Stąd właśnie pomysł na projekt Ready2Rescue. Z pasji do ratownictwa, motocykli, skoków spadochronowych i aktywnego trybu życia zrodziła się myśl by szkolić innych z zasad udzielania pierwszej pomocy. Naszą wiedzę i umiejętności adresujemy do aktywnych ludzi – wszędzie tam gdzie podczas uprawiania sportu, realizowania swojej pasji można doznać urazu i trzeba działać nagle – tu i teraz! Wychodzimy z sali wykładowej, działamy w terenie przez kilka godzin, tak by wyzwolić emocje towarzyszące prawdziwemu zdarzeniu. Tylko w taki sposób można się przygotować na ten czasem paraliżujący stres, który sprawia że ludzie potrafią zadzwonić tylko na dziewiątki i czekać…


rozwój zawodowy

ANIA "RUDA" MADEJ
Słynie z szalonych pomysłów – wyobraźni tak aktywnej kobiety obce są granice. Dzięki temu pozoracje zawsze są niespodziewane i wymagają często nieszablonowego podejścia do problemu. W pracy cechuje ją niezwykła empatia i zrozumienie pacjentów, co przekłada się na okiełznaniu tych najbardziej niesfornych bądź chorych psychicznie. Od lat zaangażowana w Stowarzyszenie Zawodowe Ratowników Medycznych – organizatorka wielu konferencji i warsztatów z zakresu ratownictwa medycznego. Absolutna pasjonatka motocykli i wszystkiego co z tym związane – począwszy od bezpieczeństwa, gymkhany, stuntu aż po instruktarz jazdy. Aktywny członek Stowarzyszenia Motocyklowego „Dawcy Uśmiechu” – gdzie organizuje pokazy, szkolenia, promuje bezpieczną jazdę. Prywatnie filigranowy wulkan energii i uśmiechu.

rozwój zawodowy

WOJTEK „LICHY” LICHOTA

Uczestnik kilku Misji Medycznych na Ukrainie. Członek Zespołu Ratunkowego Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej – w gotowości, ze spakowanym plecakiem by wyruszyć z misją ratunkową wszędzie tam gdzie zajdzie taka potrzeba. Instruktor służb ratunkowych w Etiopii. Uczestnik wielu specjalistycznych szkoleń, zarówno tych związanych z jego pracą, jak i traktujących o jego pasjach: skoki spadochronowe, strzelectwo, sztuki walki – a w perspektywie wiele innych. Praca w zgranym zespole to jego żywioł. Człowiek, który wymazał ze swojego słownika „niemożliwe”.
===================================================

Zapraszam do Ani i Wojtka :)

13 komentarzy:

  1. Ja uważam,że każdy zawód powinien być wykonywany z pasją i z powołania, a jesli ktoś tego nie czuje, to widocznie to nie jego przestrzeń i powinien poszukać dla siebie czegoś innego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się! :)
      Jeśli wykonujemy coś z pasją to zawsze dajemy z siebie wszystko. Ogromna z tego radość, a także wysoka jakość

      Pozdrawiamy i bezpiecznych wakacji :)

      Usuń
  2. Ja jestem ratownikiem medycznym. Po ukończeniu studiów zostałam zatrudniona na oddziale neurologicznym. Oprócz mnie pracowało na tym oddziale jeszcze kilkunastu ratowników, a więc było nas więcej niż pielęgniarek. Stan ten trwał kilka lat i dogadywaliśmy się świetnie - może dlatego, że było to nowo powstały oddział. Nie było podziałów w obowiązkach ze względu na zawód. Każdy robił wszystko i tyle. Jak tylko zaczęły się prace nad tą ustawą o tym, że ratownik może pracować na oddziale tego typu (my już od kilku lat tak pracowaliśmy), w Polsce zapanował bojowniczy nastrój, jeśli chodzi o naszą obecność w tego typu miejscach i moi koledzy i koleżanki ratownicy/czki zostali zwolnieni z propozycją powrotu do pracy za miesiąc, choć przepracowali tam >5lat, jak już ustawa będzie podpisana. Nikt tej propozycji nie przyjął. Mnie już tam dawno nie było, bo w międzyczasie skończyłam pielęgniarstwo i zmieniłam prace na anestezję. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przykre to, co piszesz ale prawdziwe. Mam nadzieje, że praca na anastezji jest tak samo inspirująca dla Ciebie jak ratownictwo :)

      Usuń
  3. Szacunek za to co robicie, za Waszą pracę :) Takich ludzi z pasją nasze społeczeństwo niewątpliwie potrzebuje :)

    OdpowiedzUsuń
  4. właśnie dziś myślałam o ratownikach medycznych, bo z okna samochodu widziałam akcję ratunkową i bardzo mnie to poruszyło. Życzę im, żeby byli odpowiednio wynagradzani za ich trudny zawód.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami dopiero w takich momentach uświadamiamy sobie znaczenie konkretnego zawodu. Ja również życzę, by Ratownicy nie tracili pasji ze względu na kiepskie ustawodastwo i warunki zatrudniania :)

      Usuń
  5. Niesowici ludzie. Macham Wam łapką. Inspirujecie innych i dajecie siebie na maxa! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Podziwiam ogromnie!!! Ciężka i wymagająca praca, a niestety słabo opłacana

    OdpowiedzUsuń
  7. Ogromne WOW! Super, jestem pełna podziwu!
    Pozdrawiam,
    Sylwia,
    www.fashionhero.pl

    OdpowiedzUsuń